Translate

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Pierniczki alpejskie

 
 
Jak co roku o tej porze- pierniczymy.
Dałam się podejść dziewczynom i zrobiłam ciasto z poczwórnej porcji. Nie mam pojęcia, kto to wszystko zje.
Przepis jak co roku ze strony kwestiasmaku.com a dokładniej STĄD
Wigilia,już chyba tradycyjnie, będzie u nas. Odliczam dni. Choinka zakupiona, stoi na tarasie i czeka na wniesienie. Bigosik postny gotowy, rzeczone pierniczki również. Od mamy dostałam zawekowane słoiczki z kapustą z grzybami. Będzie akurat do łazanek. Zakwas z buraków nastawiony, okna mąż mi pomył i tak oto truchcikiem bieżymy ku Wigilii.
W tym roku nie będzie Babci. Przy stole nie będzie ani Jej, ani teścia ani teściowej. Kurczy się ten mój świat bezlitośnie...


czwartek, 27 października 2016

Chcecie pasztet?

Czasami człowiek wpada na pomysł i okazuje się on być "dychą".
Tak było wczoraj. Upiekłam dynię do obiadowej zapiekanki, a ponieważ zostało mi jej trochę postanowiłam zrobić pasztet.
Fajny wyszedł. Lekko słodki i w ogóle- co będę opowiadać. Oryginalny, przepyszny.
Robi się szybko ( pomijając obieranie i krojenie dyni, bo z tym jest jednak trochę zachodu).
 
 
Pasztet z dyni:
- dynię obrać, pokroić, posypać solą, odrobiną curry, tymiankiem; upiec( 180- 200 st. około 30 minut)
- ugotować trochę czerwonej soczewicy
- zeszklić na oleju kokosowym cebulkę z czosnkiem, wrzucić startą marchewkę, podsmażyć, dodać trochę wody, poddusić pod przykryciem do miękkości
- zblendować dynię z soczewicą ( u mnie więcej dyni niż soczewicy, proporcje dobrać sobie indywidualnie), wrzucić i zblendować z tą masą zawartość patelni, doprawić do smaku solą, pieprzem, kto lubi to jeszcze curry.
Włożyć do wyparzonego słoiczka a jak wystygnie- do lodówki. I to tyle.
 
Jesień nastała na dobre. Cierpię na deficyt słońca, ratuję się witaminą D, herbatkami imbirowo- cynamonowymi i spacerami. I schudnąć bym chciała, bo ciężko człowiekowi udawać motylka z tymi zapasami na tyłku które ma.
Tymczasem myślę, co tu na obiad dziś wykombinować, bo Młodsza wczoraj z fochem rzuciła, że chciałaby w końcu zjeść coś " normalnego, jak w innych domach, a nie tylko to vege i fit".
Ugotuję  małpie chyba makaronu z sosiskiem. I kotlecisko utłukę. Niech wcina.
O, a taka jesień w weekend w pobliskim arboretum była.
 
 
 


poniedziałek, 22 sierpnia 2016

"Coś mu mówiło, że coś się kończy. Nie świat. Tylko lato. Będą jeszcze inne lata, ale nie będzie już takiego jak to. Już nigdy."
T.Pratchett
Dla kogoś skończyło się nie tylko lato, ale cały świat. Przerażona próbuję wyobrazić sobie, jak Ona się teraz czuje. Moja koleżanka z pracy, która w to lato straciła w tragicznym wypadku córkę.
Jak można dalej żyć po takiej tragedii?
Jak spojrzeć w twarz matce, która straciła dziecko?
 
 
 
 


piątek, 5 sierpnia 2016

Letnie klimaty

Jakoś tak jest, że nawet nie chce mi się pisać.
Blog zarósł mchem, ja chyba już też.
Stan nihilizmu obezwładnił mnie ostatnio okrutnie.
A lato takie piękne przecież...i tak szybko przemija...
 






















niedziela, 29 maja 2016

A w maju...

... jak to w maju. Świat się budzi do życia. I my, ludzie( i zwierzaki mniejsze i większe), również się budzimy. Co roku o tej porze czuję piękno natury i wdzięczność za to, że ta natura jest tak powtarzalna. Że po zimie zawsze wiosna. Zawsze ta sama a jednak co roku trochę inna.
Uwielbiam majowe słońce. Tak, właśnie to majowe, dotykające ciepłymi promykami młode, soczyście zielone listki. Głaszczące po buzi delikatnym jeszcze ciepłem. Ach...
Aż chce się żyć! I chce mi się zmian. Zawsze mi się ich chce. To nic, że zapewne jak co roku, słomiany zapał dopadnie mnie w każdej kwestii którą postanowiłam zmienić. To nic. Póki co- chwilo trwaj!








      
 


czwartek, 24 marca 2016

Wielkanocny, wegański pasztet z soczewicy

 
Wielki Czwartek.
Zajęcia na najbliższe dni i godziny rozplanowane.
Grubsze porządki zaliczone.
Wielkanocne śniadanie będzie u nas. Jedną z potraw będzie nasz hit sprzed kilku tygodni- pasztet z soczewicy. Wegetariański. Mało tego- wegański.
Nie wierzyłam, że pasztet bez jajeczny może w ogóle wyjść, a tu proszę. Wychodzi i jest przepyszny a w dodatku bardzo syty.
Przepis STĄD - sprawdzony, więc polecam. Robię z podwójnej porcji i starcza nam na tydzień.
Ciekawa jestem, jak ocenią go moi goście?
 
 
 
 


środa, 24 lutego 2016

Nie stójcie
nad moim grobem
i nie płaczcie;
nie ma mnie tam.
Ja nie śpię.
Jestem tysiącem wiatrów,
które wieją;
Jestem diamentowym blaskiem
na śniegu.
Jestem światłem słonecznym
na dojrzewającym zbożu;
Jestem łagodnym jesiennym deszczem,
kiedy budzicie się w porannej ciszy;
Jestem śmigłym lotem
cichych ptaków.
Jestem łagodną gwiazdą,
która świeci w nocy.
Nie stójcie nad moim grobem
i nie płaczcie;
nie ma mnie tam…
[Ken Wilber]
 


środa, 17 lutego 2016

O marzeniach, które wyszły mi bokiem i o radości z rzeczy małych

Leżę i kwiczę. Ale od początku...
Siostrę mam. Jedną, jedyną. Od kilkunastu lat mieszka na Wyspach. Od dobrych lat kilku planowałam w końcu do niej polecieć. Przy okazji zobaczyć wielki świat ( bo ja  raczej z tych nieświatowych). Sentyment do Anglii mam odkąd odkryłam Agathę Christie, a było to dobrych lat parę świetlnych wstecz. No i dziewczynki naciskały, bo samolot, bo zagranica, bo ciocia, bo mały Ian'ek.
Zabukowalismy zatem bilety kilka miesięcy temu i sukcesywnie odliczali dni do Wielkiego Dnia Wyjazdu. Nauczona doświadczeniem ( zawsze mi dziewczyny chorowały jak zbliżały się większe uroczystości, spotkania czy wyjazdy) postanowiłam przechytrzyć los i przesadnie wręcz pilnowałam noszenia czapek, szalików, łykania witaminek, probiotyków nieustannie przy tym i do znudzenia powtarzając mantrę " żebyście mi tylko nie zachorowały, bo nie pojedziecie" jak  która zaczynała protestować  przy czynnościach  zaklinania losu. Mantra działała zresztą niesamowicie motywująco na spragnione wyjazdu dziewczęta, także zadanie miałam w sumie ułatwione. Grunt to dobry argument.
I jak to w moim życiu bywa, los postanowił zachichotać. I to nieźle.
Padłam ja.
Na grypę.
Cztery dni przed wylotem.
Zamknęłam się w sypialni, postawiłam bańki, zaaplikowałam miksturę z miodu i kurkumy. Łykałam czosnek, imbir i inne dary natury o produktach farmacji nie wspominając. Dzień przed Wielkim Dniem wyszłam w końcu z tej sypialni, pojechałam do lekarza ( najbardziej mnie nurtowało, czy na tym etapie mogę kogoś -nie daj Boże!- zarazić) , który orzekł, że jest już nieźle wobec czego nie widzi przeciwskazań do wyjazdu. Dostałam błogosławieństwo i... polecieliśmy. Na tydzień. Na tydzień intensywnego zwiedzania, od rana do wieczora. A ja nadal kaszląca. Zmęczona. I po powrocie... antybiotyk. A pod koniec antybiotykoterapii.... tadam- powikłania pogrypowe. Diagnoza-  neuralgia międzyżebrowa. I znów leki. Ból jak diabli. Każdy oddech okupiony paniką i cierpieniem. Każdy gest i ruch okraszony wysiłkiem staruszki.
I refleksja, że, kurczę, w jednej chwili mogę stracić sprawność( takie to niby oczywiste było, ale trochę jakby nierealne). Albo życie. Że ja tak nie chcę, że powinnam była, że...
Ale wiecie co? Ja dotąd to jak torpeda działałam. Kilka czynności na raz. Wszystko na wariata. Z jednej pracy do drugiej. A jeszcze obiad, a jeszcze to, a jeszcze tamto.
A teraz..
A teraz mam zakaz wychodzenia chwilowo z domu i mnóóóstwo czasu. I ciszę wokół siebie. I wcale się nie denerwuję, że cos powinnam, że to, a jeszcze  i tamto. Wieszam sobie pranie w tempie staruszki i... odkrywam cudowne ukojenie w tych powolnych gestach.
Fot. Pixabay


piątek, 1 stycznia 2016

Spóźniłam się

No pięknie.
Nowy Rok przekroczył progi naszej wiejskiej chatki a na blogu-
czarna dziura.
Nie zdążyłam rozpalić tutaj świątecznych świec, rozstawić dekoracji, rozsiać grudniowych, kuchennych zapachów.
 Wszystko to jednak było, naprawdę. Zdążyłam, choć atmosfera w tym roku była mocno napięta ( mam wymówkę z tymi dwoma etatami, prawda? ), do tego wręcz stopnia, że kanapy i krzesła prałam... w noc przed Wigilią.
Goście przybyli, święta się udały, choć nie zabrakło łez skrycie ocieranych w kuchennych i sypialnianych kątach przy nutach " Kolędy dla nieobecnych".
A w Sylwestra... W Sylwestra postanowiłam nie robić planów na ten nowy rok. Tak na przekór.
Żadnych planów, za to w ich miejsce.... nieśmiałe marzenia/ życzenia.
Ale ciii... Nie wolno ich zdradzać, bo się nie spełnią.
Wszystkiego dobrego Goście moi mili !