Translate

sobota, 14 listopada 2015

Pourqui?

czekała na ten koncert
bardzo długo
był spełnieniem jej marzeń
wielkim wydarzeniem
okazją
na wspólne przeżywanie
ważnych chwil
z przyjaciółmi
na ten mecz
zabrał syna
obiecał mu
wyjątkowy prezent
na urodziny
miała plany
na dzisiejszy dzień
zrobić creme broulee
pójść na spacer
odwiedzić mamę
planował
robić dziś zwykłe rzeczy
takie
na które zawsze brakuje
czasu
w ciągu tygodnia
rys. Jean Jullien

środa, 11 listopada 2015

Jesiennie u mnie

Upiekłam dzisiaj ciasto.
I jak je już upiekłam, posypałam pudrem i ustawiłam na pokuszenie wszystkich a najbardziej własnej słabej silnej woli stwierdziłam, że fajnie by wyglądało na zdjęciu.
No to cyk.
A po "cyk" przeglądając galerię zdałam sobie sprawę, że zaniedbałam własnego bloga. Bo do cudzych zaglądam, czytam, cieszę i wyczekuję nowych postów. Są dla mnie balsamem po ciężkim i pracowitym dniu.
Nie mam czasu dosłownie na życie. Ciągle w biegu, ciągle ze wszystkim " na wczoraj". Zestresowana i chyba nie do końca szczęśliwa. Dwa etaty to dla mnie jednak ponad siły. Odliczam do czerwca ( a tu listopad dopiero...) i - mimo profitów finansowych- będzie trzeba odpuścić.
Tymczasem garść zdjęć z naszej wiejskiej chatki
ciasto biszkoptowe z gruszkami


ciasteczka owsiane Ani

grypowo

 guacamole z czosnkiem i pietruszką
halloween w wersji nostalgicznej

lampion handmade by Ania- rośnie mi dekoratorka wnętrz :)

lampa pierwotnie kamionkowa, obecnie... szara ;)

winobluszcz



ukochana smagliczka


tarasowo

wschód słońca nad naszym jeziorem ( photo by Mąż )- dacie wiarę, że na spacer idę tylko w weekend?...

obcięłam włosy, ale póki co... nie ma się czym chwalić ;)

To by było w skrócie tyle o mnie. Dziś wolna środa ( hurra!!!)- obiad wydany, pranie powieszone, ciasto upieczone. Zapalam świeczki, zaparzam kawę i lecę do Was :)


środa, 23 września 2015

Tarta grzechu warta

Podzielę się dzisiaj pewnym przepisem.
Odkąd go odkryłam stałam się miłośniczką kruchych ciast. No, dobrze- może nie wszystkich, ale tego jednego z pewnością.
Bardzo łatwo się je robi, a smakuje... ach.... nie da się opisać tej poezji smaku.
Koniecznie musi zostać schłodzone przez kilka godzin w lodówce ( początkowo jedliśmy prawie na ciepło, ale to stanowczo profanacja.
Bardzo polecam- kto lubi serniczki i seropodobne przysmaki będzie zachwycony. Obiecuję.
Przepis znajdziecie na TEJ  stronie.
 
 
 
 


sobota, 22 sierpnia 2015

piątek, 10 lipca 2015

Szarość szarością poganiana

Tak się zastanawiam, czy przypadkiem nie przesadzam...
Z tą szarością wokół siebie.
Fachowo rzekłabym, "żę mię" fiksacja jakaś dopadła czy inny natręt ;)
Chodzi o malowanie.
Ale nie takie zwyczajne malowanie, tylko przemalowywanie wszystkiego wokoło. Na szaro.
Zakochałam się w tym kolorze i tylko obawa przed karnym spaniem w psiej budzie hamuje me zapędy przed wtargnięciem z pędzlem do sypialni. A farby jeszcze zostało...
W ostatnim czasie  przemianie uległa ściana w saloon'ie. Wcześniej ścianka za tv i kuchnia. I pralnia. Nie mówiąc o koszyczkach wiklinowych, podstawach lamp, wazonikach. 
Gdybym tylko mogła, wszystko machnęłabym na szaro.
Czy to nie jest niepokojący znak?...
 

 before
 
after



czwartek, 9 lipca 2015

Szybki przegląd czerwcowy

Czerwiec obfitował w emocje, kolory, zapachy i smaki.
Emocje- jak to w czerwcu- głównie związane z zakończeniem roku szkolnego oraz oczekiwaniem na rekrutację do wymarzonego gimnazjum. Udało się.
Poza tym byliśmy na koncercie Maryli Rodowicz. Ta Kobieta jest niesamowita! Porwany tłum małych i dużych śpiewał, kołysał się i klaskał w rytm jej evergreen'ów. Dla mnie dodatkowo teksty Osieckiej, im jestem starsza, poruszają najczulsze struny. Uczta duchowa była niezapomniana.
Czerwiec jest też miesiącem truskawki.
 Nie zabrakło truskawkowych wariacji w wersjach light i wersjach hard: od truskawek w naturalnej, czystej postaci, poprzez koktajle, owsiankę z truskawkami, lody, tartę oraz tiramisu. I powiem, że wcale a wcale nie czuliśmy przesytu tym czerwonym owocem.
Poza truskawkami z przydomowego ogródka na stół trafiały własne rzodkiewki, szczypiorek, botwinka a nawet ziemniaczki( pierwszy raz eksperymentowaliśmy i udało się).
I tak to sobie żyjemy, blisko natury, w zwolnionym wakacyjnie rytmie- jedząc, biegając i relaksując się na zapas. Dokładnie na zapas, bo szczęśliwie okazało się, że od września rozpocznę nowy etap w życiu. Dostałam drugą pracę, więc czasu na blogowanie  będzie dużo, dużo mniej. Podekscytowana jestem bardzo. I, przyznam po cichutku, nieco się boję czy się sprawdzę...