Tak się zastanawiam, czy przypadkiem nie przesadzam...
Z tą szarością wokół siebie.
Fachowo rzekłabym, "żę mię" fiksacja jakaś dopadła czy inny natręt ;)
Chodzi o malowanie.
Ale nie takie zwyczajne malowanie, tylko przemalowywanie wszystkiego wokoło. Na szaro.
Zakochałam się w tym kolorze i tylko obawa przed karnym spaniem w psiej budzie hamuje me zapędy przed wtargnięciem z pędzlem do sypialni. A farby jeszcze zostało...
W ostatnim czasie przemianie uległa ściana w saloon'ie. Wcześniej ścianka za tv i kuchnia. I pralnia. Nie mówiąc o koszyczkach wiklinowych, podstawach lamp, wazonikach.
Gdybym tylko mogła, wszystko machnęłabym na szaro.
Czy to nie jest niepokojący znak?...
before
after









