Wakacje zaczynam od ... sprzątania tarasu.
Może brzmi dziwnie, ale dopiero, kiedy kupię i obsadzę wszystkie planowane na dany rok doniczki,
odkurzę i ogarnę codzienny chaos czuję, że zaczynają się wolne dni.
Mąż zrobił meble tarasowe, pozbyłam się więc nielubianych plastików. Przykryłam stół obrusem, zakupiłam w poczciwym Pepco lampiony i... czekam na ciepło.
Tymczasem od kilku dni u nas przeraźliwie pada. Niemalże bez ustanku.
Podobno w tygodniu maja nadciągnąć upały. Góra prania czeka na swoją kolejkę, nie bardzo mam gdzie wieszać, bo na zewnątrz z racji racji nic nie schnie. Obiecałam Młodszej przemalować pokój i meble, bo ona " nie znosi sosnowych mebli", o czym się dowiedziałam całkiem niedawno i całkiem przypadkiem. A, że świadectwo z paskiem przyniosła to nagroda się należy. Zresztą, pokój niemalowany kilka lat nosi znaki i smugi bardzo niefajne- wstyd kogoś tam wpuszczać. Dochodzę do wniosku, że najlepsze z farb jakie miałam ( choć drogie) to Tikkurila. Mam je w salonie i przedpokoju i mimo, że są to pomieszczenia najmocniej eksploatowane to najczystsze. Sprawdza się czasem powiedzenie, że jak kogoś na coś nie stać, to nie powinien kupować byle czego. Oj, tak. Będzie zatem Tikkurila jak nic. Tak więc wakacje zapowiadają się całkiem pracowicie :)







