Translate

sobota, 29 listopada 2014

Jabłecznik modyfikowany niegenetycznie

Dziś będzie szybko i słodko.
Pisałam w poście pachnącym cynamonem o babeczkach jabłkowo- cynamonowych.
Upiekłam dziś na ich kanwie jabłecznik.
Składniki takie same, tylko jabłka w plasterkach na wierzch. No i trzeba pamiętać, że jeśli większa blaszka to i czas pieczenia się wydłuża. U mnie wyniósł 50 minut.
 
 
Ciasto to jest częścią prezentu dla mojego męża ode mnie i od dziewczynek.
Kupiłam jeszcze paterę z kloszem ( bardzo chciałam mieć klosz do ciast i, proszę, wpadłam na niego podczas ostatnich zakupów w Kauflandzie- cena kusząca więc... będzie opakowaniem słodkiego  upominku ;)).
 
 
Upiekłam jeszcze mój ostatni mega przebój. szybki i prosty.
 
Bananowiec:
- upiec Murzynka wg. dowolnego przepisu
- po ostygnięciu przekroić, grubszą warstwę położyć jako spód, cieńszą pokruszyć
- posmarować spód powidłami lub czekośliwką ( u mnie to drugie)
- ułożyć na tym banany ( przekroiłam wzdłuż, ale można też się pobawić w krążki)
- na bananach rozsmarowuję ubity krem do ciast na bazie mleka ( śmietanowy dr Oeteker'a)
- na krem wysypać równomiernie pokruszone ciasto
- dowolnie udekorować ( prażone migdały były ostatnio a dziś cukrowe gwiazdki).
Naprawdę pycha!
 
 
 


środa, 26 listopada 2014

Odrobina śniegu...

... na języku.
 
Szaleję ostatnio.
Zmieniam sposób patrzenia na świat, na codzienność i na wiele, wiele spraw.
Rewolucja dotknęła i kieszeni i talerzy. Cały dom i wszystkich domowników :)
Zainspirowały mnie dziewczyny z blogów, w których żyje się blisko natury. W zgodzie z nią. Symbiotycznie.
Tak zwanemu stylowi konsumpcyjnemu mówią stop. Nie wyrzucają jedzenia, planują wydatki.
Przemawia to do mnie.
Znalazłam morze inspiracji i mądrych porad.
Czytałam, czytałam i nie wiadomo kiedy spodobał mi się ten naturalistyczny styl życia.
Kiedy dziewczynki były małe dokładnie tak żyłam. Zmagaliśmy się z atopowym zapaleniem skóry, nietolerancją pokarmową, alergiami pokarmowymi, skórnymi, wziewnymi.
Wszystko szkodziło, nawet powietrze. I woda z kranu. Nie żartuję.
Gotowałam bezglutenowo, zdrowo, koszernie wręcz. Unikałam konserwantów , wszystkich tych śmiecio i śmiercionośnych dodatków.
Do tej pory, choć większość problemów została za nami, pozostał mi nawyk czytania etykiet na opakowaniach kupowanych produktów i unikania co większego "zła".
Zysków było wiele. Od tych najbardziej oczekiwanych ( złagodzenie czy eliminacja skutków alergii) po te mniej oczywiste, ale miło zaskakujące (np. brak ubytków w zębach).
Wszystko ładnie, ale był jeden minus tego trybu życia. 
To nie był mój wybór.
To był przymus.
 A skoro nie miałam wyboru, więc nie miałam tez radości. Wiem, ze to dziecinne i dziś inaczej już na to patrzę, ale jako młoda ( no, dobrze, nie młoda ale świeżo upieczona) matka nie wiedziałam tego, co wiem dziś.
Tak więc niejako odradzam się powtórnie. I teraz, z pełną świadomością zysków, wybieram życie pro natura.

Dzisiaj na kolację będą naleśniki jaglane z nadzieniem z warzyw i soczewicy.
Na podwieczorek zrobiłam... budyń domowy ( nie z torebki), z prawdziwym kakao, odrobiną brązowego cukru,  z owocami goi i śliwkowymi powidłami (także domowymi). Zapach... obłędny .
A przybranie ... zimowe.
Czekamy już na śnieg ( ja trochę mniej niż pozostali domownicy, bo odkąd zamieszkaliśmy na wsi bardzo się boję, że mogę nie dojechać gdzieś na czas utykając w hipotetycznych zaspach)

 
 


piątek, 21 listopada 2014

Nobel, Złota Kaczka, Nike ...czyli na świeczniku w świecie blogerów

Uśmiech do kamery poproszę !

rys. A. Tylkowski

 
Czy dobrze? ;))
Ale do rzeczy. I na serio.
Spotkała mnie niespodzianka. I to zupełnie niespodziewanie i ze strony tak zwanej " ukrytej kamery".
przyznała mi nominację do Liebster Blog Award.
Przyznam, że gdzieś już takie łańcuszki widywałam, ale nie spodziewałam się ich u siebie, w niszowym, kameralnym, bardzo osobistym i trochę nieśmiałym  blogu :)
Ale jest.
Zatem czuję się zaszczycona, serdecznie dziękuję i... podaję dalej :)
Do rzeczy.
“Nominacja do Liebster Award otrzymywana jest od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Jest przyznawana dla blogerów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga który cię nominował.”
 Trochę się uśmiałam z tego " dla blogerów o mniejszej liczbie obserwatorów".
No, nie da się ukryć :) Ja tam medialna nigdy nie byłam i szczerze mówiąc liczba moich gości czy wizytatorów i tak mnie onieśmiela. Ale wiadomo, jak to jedna z koleżanek blogerek  mawia mimo, że " o sobie dla mnie", to jednak każda z nas ma tą świadomość, że skoro internetowy blog, to nie do końca " dla mnie". Jeśli komuś się u mnie spodobało, znalazł chwilkę na kawkę, przycupnął, przeczytał, zainspirował się przepisem czy pomysłem na jakąś dekorację ( póki co, niewiele u mnie inspiracji dla rzesz, ale rozruch mam spowolniony  ;)) albo po prostu chciał u mnie chwilkę pobyć to bardzo mi miło. Jeszcze milej, jeśli ktoś się nie zainspirował i nie zostawił mimo tego śladu w postaci negatywnego komentarza. To dla mnie równie ważne. Dziękuję w tym miejscu za szacunek :)
Skupię się jednak na uznaniu za " dobrze wykonana robotę " :)
 
I odpowiadam na zadane mi pytania
1. Twoje największe marzenie ?
Szczęście dla moich bliskich
 2. Ulubiona pora roku?
Wczesna, złota jesień. I późna, ciepła wiosna :)
 3.Twoje hobby?
Ooo, ale jedno? ;) To niech będzie "home decoration" :)
 4.Co daje Ci blogowanie?
Poczucie "zatrzymania" ulotnej chwili. Małych acz ważnych rzeczy.
 5.Jaki jest Twój ulubiony film?
Ostatnio " Gwiazd naszych wina". Miał być nawet o tym post. Może będzie?
Uwielbiam też Meryl Streep. Marzę o domu z " To skomplikowane". Coś pięknego :)
 6.Szpilki czy trampki?
Trampki :) Nie umiem biegać w szpilkach ;)
 7.Twój największy sukces?
Ooo, ale jeden? ;) No niech będzie. Dzieci moje. Mądrość i  wrażliwość- po trosze do tych cech uzurpuję sobie prawa autorskie ( nie w sensie, że cechy te po mnie odziedziczone, tylko raczej "ulepione" moimi rękami :))
 8.Pies czy kot?
Pies. I kot. Choć kot musiał wyjechać, sąsiad nie życzył sobie, a na sznurku nie utrzymam :/  U teściowej ma jak w raju. Dobre i to, choć tęsknimy...
 9.Najlepsze miejsce na wakacje?
Och, nie wiem. Może Anglia? Ale ta zakulisowa. Wiejska. I Francja tak samo.
 10.Co Cię najbardziej denerwuje?
Brak kultury.
 11.Dlaczego postanowiłaś/postanowiłeś założyć bloga?
Patrz punkt 4. :)))
 
Ufff :)))
 
A teraz moje pytania do... ale Liebsterów moich podam na końcu ( tak zwany efekt wzmożonego napięcia ;)) :
 
1. Kawa czy herbata?
2. A co najlepiej do niej?
3, Świąteczne marzenie? Jedno ;)
4. Pomysł na oryginalną ozdobę świąteczną to..?
5. Książka, którą podałabyś dalej to...?
6. Makijaż na co dzień czy od święta?
7. Ulubiona piosenka, utwór ?
8. Pomysł na najszybszy obiad świata? Taki, który trzeba zrobić
w minutę po tym, jak się na blogach zasiedziało ;)
9. Czy masz plany na zmianę aranżacji w domu? Jeśli tak, to co to będzie?
10. Najlepsze ciasta to...? Mogą być dwa ;)
11. Cieszy Cię popularność Twojego bloga?
 
I lista nominowanych teraz :) Zaznaczę, że skoro to jest mój blog, to pozwolę sobie zmodyfikować nieco zasady tego Awardu ;)
Nie biorę pod uwagę liczby wyświetleń ( zresztą u niektórych z Was jej nie ma, zatem daruję sobie taką analizę). Skupię się zatem na słowie "liebster" i nominuję 11 spośród moich ulubionych miejsc. Kolejność na liście jest losowa, zgodnie z zasadą " last, but not least" czy jakoś tak...
 Do pytań wywołuję, pozdrawiam i za pracę nad swoim blogiem dziękuję :
 
 
Regulamin ograniczył mnie do wybrania 11 blogów. Nie mogę zatem dodać równorzędnych moich ulubieńców. 
Pozdrawiam i uciekam do mojego cienia :)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 


środa, 19 listopada 2014

Jestem sobie ogrodniczką...

Podlewam, nawożę, pielęgnuję.
Osłaniam od wiatru, mrozu.
Rozmawiam. Do kwiatków trzeba mówić. Wówczas lepiej rosną.
Kocham.
A one mi pięknie kwitną...
 
 
 
 
 
 
 
 
 


piątek, 14 listopada 2014

W wieczornym blasku świec

 
 
Nic tak nie oddaje nastrojowego klimatu jak świece.
Uwielbiam przy nich przesiadywać zwłaszcza w jesienne i zimowe wieczory.
Do nich to już tylko czerwone półwytrawne winko ( jeśli jest ), obowiązkowo tomik wierszy lub album ze zdjęciami i satysfakcja z  wieczoru gwarantowana.
Niedawno dostałam piękną fotografię.
To najstarsze zdjęcie w którego posiadanie weszła moja rodzina. Zrobione w 1908 roku. Najmłodsza Kruszyna na niej to moja babcia. Nie dane było mi ją poznać. Ale teraz patrzymy sobie w oczy i czuję niesamowite fluidy płynące jak prąd z twarzy moich przodków.
 
 
 
 


sobota, 8 listopada 2014

Post pachnący cynamonem

Pierwsze bicie serduszka. Pierwszy krzyk. Pierwszy uśmiech. Pierwsze słowo.
Ile to już "pierwszych razów" za nami...
A ile jeszcze niespodzianek przed!
Dziś w naszym domu wielki dzień.
Starsza córcia zadebiutowała kulinarnie. Upiekła pierwszą w swoim życiu słodkość: babeczki jabłkowo- cynamonowe wg Oli z
Home on the Hill .
Pachnące, soczyste i przepyszne. Znikają w zastraszającym tempie.
Ja dostałam przykaz zamknięcia się w sypialni z książką na czas pieczenia. Cudowna godzinka sam na sam. Choć,jeśli mam być szczera, tą godzinkę wypełniło szereg myśli i pytań: czy się nie zatnie ( jabłka! ), czy się nie poparzy ( piekarnik!) , czy prawidłowo odmierzy składniki i - ojej- co to będzie z kuchnią ( rano ją tak wysprzątałam).
Tak więc czekałam ze wzrokiem utkwionym w powieści. 
W końcu, kiedy Debiutantka oznajmiła koniec swojej pracy, moim oczom ukazała się ... kuchnia lśniąca czystością jak nigdy. I patera pełna kuszących wypieków.
A pośrodku, w fartuszku, z nieco speszonym i niepewnym uśmiechem stała moja malutka dziewczynka.


czwartek, 6 listopada 2014

Zatrzymać czas

Jestem sentymentalna.
Sensualna.
Wzruszają mnie dźwięki muzyki, słowa, gesty, obrazy.
Zapachy zapadają głęboko w pamięci.
Bywa, że mała iskra sprawia, iż w oczach mam łzy.
Ostatnimi czasy częściej odwracam się za siebie. Dostrzegam ulotność chwili. Szukam sposobu na jej  zatrzymanie .
Wspomnienia  minionego lata.
Obrazy, które przeszły do historii mojego życia.
Są jak kartki z kalendarza.
 
 
 

        
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



poniedziałek, 3 listopada 2014

Prywatność w sieci

Uczestniczyłam ostatnio w dyskusji na temat blogowania.
Wśród ulubionych blogów mam jeden, którego śledzę od dawien dawna.
Z przyjemnością  do niego zaglądałam przy porannej kawce lub wieczornej herbatce. Przeczytałam od deski do deski. Miałam tam swoje ulubione teksty, do których, bywało, że wracałam wielokrotnie.
Czasami komentowałam, czasami nie.
Lubiłam go bardzo, bo czułam się tam jak w domu u kogoś bliskiego.
Na moich oczach blog ów zyskiwał ogromną popularność. Sama polecałam go swoim znajomym.
 Chciało by się rzec, że poniekąd mogę mieć pretensje też sama do siebie.
O tą popularność. O ten ( chyba) zawrót głowy autorki. A z pewnością o to, że nie znajduję już tam tego dawnego klimatu.
Sama autorka przyznaje wprost, że pisze "pod publikę". Zbiera i analizuje informacje, o czym czytelnicy chcieliby przeczytać w kolejnym tekście. Twierdzi, że nie ma powrotu do przeszłości, do dawnego "ja", bo stała się osoba publiczną.
I tak oto refleksja moja. Na ile można się obnażyć w swojej blogowej przestrzeni? Żeby żyć w zgodzie z samą sobą, swoimi bliskimi i- nie ukrywajmy- z czytelnikami.
Gdyby przypadkiem przeczytała ten post któraś z moich kolejnych ulubienic to, bardzo proszę, zatrzymajcie się na chwilkę, pomyślcie o tym. Nie rozpalajcie w serach swoich czytelników iskry, by ją potem beztrosko zdmuchnąć.
Miłego dnia!
 


sobota, 1 listopada 2014

Mój prywatny Halloween

 
Wieczór.
Za oknem światełka latarek, rozgorączkowane, podekscytowane głosy starszych i młodszych przebranych w wymyślne kostiumy. Wołających o cukierka.
Moja rodzina na wieczornych zajęciach poza domem.
Gaszę  światła.
 Chowam się w ciemnościach. W myślach własnych. We wspomnieniach.
Włączam muzykę próbując utulić żal.