Translate

poniedziałek, 30 marca 2015

Się maluje. Remont wiatrołapu (1).

Mieszkamy tu już kilka lat a wiatrołap jak był w stanie surowym tak był.
Tylko pomalowany. Ze składanym wieszakiem, kurtkami i butami na wierzchu raczej nie zasługiwał na miano wizytówki domu. Chociaż... właściwie wymownie określał profil psychologiczny gospodarzy... Ach, ale nie o tym miało być.
W tym roku przyciśnięty do muru pan domu zrobił w końcu szafę.
A pani domu- co by nie było, że tylko zrzędzi i biadoli policzyła fundusze i... zabrała się za renowację starusieńkiej szafki. I lustra, ponieważ pani domu maniakalnie lubi powiązania i odniesienia, zatem lustro i szafeczka w jednym i tym samym kolorze jasnej szarości współtworzyć mają parę.
Szafka niegdyś była biblioteczką, później właściwieniewiadomoczym a obecnie pomalowana i wyposażona w koszyczki wystylizowana została  na podręczną półkę czapkowo- szalikową.
Remont nieszczęsnego wiatrołapu o powierzchni iks mikrometrów  kwadratowych powoli dobiega końca, ale póki co tylko szafeczko- półeczka zostaje wystawiona na widok publiczny.
To be continued ;)
 
 
 
 
 


niedziela, 8 marca 2015

Granice strachu

"Fortuna kołem się toczy".
"Raz słońce raz deszcz" .
Takie i inne slogany nabrały konkretnych barw.
Wczorajszy wieczór spędziliśmy uroczyściej niż zwykle. Wspólne przygotowywanie posiłku. Rozmowy.
Patrzyłam na nich jakbym oglądała film. Przez głowę przeleciała niechciana myśl.
Jak by to było przy tym stole, gdyby któregoś z nich zabrakło?
Pod skórą przyczajony, jak wilk przed skokiem na zwierzynę, strach.
Dzisiejszy dzień pełen słońca a ja tego nie widzę.
Czekam na jutro.
Nie chcę tego jutra, ale wiem, że nie ma wyboru.
Jutro dowiem się, kiedy tato będzie miał operację.
Jutro z Julką musimy zgłosić się na oddział szpitalny celem szczegółowych badań.
Jutro...
Strach o najbliższych.
 Ten strach, którego wielkość oczu przysłoniło już jego oblicze.
Od kilku dni zaciska na moim gardle pętlę coraz mocniej i mocniej.


poniedziałek, 2 marca 2015

Marchewkove love

 
Ciasto marchewkowe.
Zmodyfikowany autorsko przepis podbił podniebienia domowników i gości.
Jest wilgotne, lekko korzenne, przepyszne.
Oto i przepis:
 
  • 5 jaj
  • 1,5 szklanki ( brązowego cukru
  • 2 szklanki mąki ( pół na pół białej z orkiszową)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki sody
  • łyżeczka przyprawy piernikowej
  • łyżeczka cynamonu
  • 1 i 1/4 szklanki oleju
  • 2 spore szklanki startej drobniutko marchwi
  • rodzynki i orzechy/ słonecznik 
 
Jaja utrzeć z cukrem na puch. Przesiać mąkę z proszkiem i sodą. Dodawać nieustannie miksując do masy jajecznej na zmianę z olejem. Następnie- nadal miksując- wrzucić przyprawy, marchew i bakalie ( jeśli ktoś nie może orzechów to polecam ziarna słonecznika- ja tak zrobiłam).
Przelać masę do wyłożonej papierem blachy.
Piec około 50- 60 minut (w zależności od wielkości blachy) w 180 stopniach w funkcji termoobieg.
 
Doskonale smakuje bez dodatków, ale jak przestygło, pokusiłam się o "polewę" ( ubić kremówkę z odrobiną cukru pudru, dodać mascarpone, wymieszać i... tadam.
 
Wszystko ładnie: cukier niby zdrowszy, bo brązowy, mąka zdrowa orkiszowa a doopa rośnie ;)