Translate

czwartek, 12 lutego 2015

My Valentine

 
Termin miałam na 14 lutego, ale się pospieszyła.
Taka była maluchna, maluchna.
270 dag.
 Córuchna moja :)
 

 
 

środa, 11 lutego 2015

Za górami, za lasami...

 
 
Zabrzmiało jak początek bajki, prawda?
W sumie można by to nazwać bajką.
W czasie ferii postanowiliśmy wyjechać wspólnie choć na kilka dni.
Wybór padł na nasze rodzime Sudety.
Kocham nasz kraj. Malownicze zakątki, ojczysty język.
Jednym z moich marzeń jest objazdowa podróż camperem przez całą Polskę. Zatrzymywanie się w miejscach, gdzie serducho zapika. Chłoniecie całą sobą zapachów i napotkanych obrazów. Rozmowa ze zwykłymi, prostymi ( czytaj szczerymi i autentycznymi) ludźmi...
Póki co, ani campera, ani perspektyw na takie wojaże.
Pozostają zatem krótkie wypady.
Mąż wyszukał w przestworzach internetu naszą  bazę noclegową.
Miało być oczywiście niedrogo ale przyzwoicie.
Nie mam wielkich wymagań. Przyzwoicie, to dla mnie czysto, z łazienką i dostępem do kuchni.
Tym razem dostał wielkiego buziaka za to, co znalazł.
Na przedmieściach Jeleniej Góry stoi sobie chatynka. Taka babcina, starusieńka.
Właścicielką jest młoda, przedsiębiorcza i przesympatyczna dziewczyna.
Nazwa jej firmy oddaje w pełni klimat, jaki oferuje.
"Sielskie Apartamenty".
Niech Was nie zwiedzie foto kominka- domek posiada ogrzewanie podłogowe. Osobne wejście ( to praktycznie samodzielne mieszkanie), cisza i spokój.
Mąż się śmiał, bo nareszcie miałam okazję pogłaskać IKEA'owskie fronty kuchenne.
Planujemy tam wrócić latem.
A tymczasem mamy za sobą naukę jazdy na nartach.
Boże, mój Boże... Dziewczyny po dwugodzinnej lekcji szusowały po stoku a my... No, cóż...
My mieliśmy za to zagorzałych kibiców, zwłaszcza wśród pracowników obsługi.
A co za tym idzie, zniżkę na wyciąg ;)