Zaczyna się.
Gorący okres przygotowań świątecznych.
Siedzę z ołówkiem w ręku planując menu, zakupy, porządki.
Tyle lat już przygotowuję święta i za każdym razem na etapie "ołówka" ogarnia mnie lekka panika.
I za każdym razem przekonuję samą siebie, że przecież nie to jest najważniejsze.
Mam nadzieję i tym roku trzymać się tej maksymy.
Dzisiaj wraz z Julą miałyśmy za zadanie przygotować stroik na szkolny kiermasz.
Właściwie to Jula miała. Ale skończyło się na tym, że....
Zazdroszczę talentu ulubionym blogerkom w kwestii robienia czegoś z niczego. Pomysłowości i perfekcyjnego wykonania swych dzieł. Ja nawet mając w zasięgu jako takie materiały pomocnicze nie bardzo wiem, jak, z czym, do czego.
Minimalizm to nie tylko moja dewiza. To usprawiedliwienie, fortel. Ale ciiii...
No nic. W końcu to praca dziewięciolatki, jakby co ;)