Translate

poniedziałek, 3 lipca 2017

Lubię Go

Podobno szczęśliwy związek opiera się głównie na przyjaźni. Tak właśnie myślę o swoim związku. Uparłam się na tego chłopaka 28 lat temu i gdybym miała powiedzieć o nim tylko jedno zdanie, to powiedziałabym, że go po prostu bardzo lubię. Bardzo.
 

niedziela, 25 czerwca 2017

Zaczynamy wakacje

Wakacje zaczynam od ... sprzątania tarasu.
Może brzmi dziwnie, ale dopiero, kiedy kupię i obsadzę wszystkie planowane na dany rok doniczki,
odkurzę i ogarnę codzienny chaos czuję, że zaczynają się wolne dni.
Mąż zrobił meble tarasowe, pozbyłam się więc nielubianych plastików. Przykryłam stół obrusem, zakupiłam w poczciwym Pepco lampiony i... czekam na ciepło.
Tymczasem od kilku dni u nas przeraźliwie pada. Niemalże bez ustanku.
Podobno w tygodniu maja nadciągnąć upały. Góra prania czeka na swoją kolejkę, nie bardzo mam gdzie wieszać, bo na zewnątrz z racji racji nic nie schnie. Obiecałam Młodszej przemalować pokój i meble, bo ona " nie znosi sosnowych mebli", o czym się dowiedziałam całkiem niedawno i całkiem przypadkiem. A, że świadectwo z paskiem przyniosła to nagroda się należy. Zresztą, pokój niemalowany kilka lat nosi znaki i smugi bardzo niefajne- wstyd kogoś tam wpuszczać. Dochodzę do wniosku, że najlepsze z farb jakie miałam ( choć drogie) to Tikkurila. Mam je w salonie i przedpokoju i mimo, że są to pomieszczenia najmocniej eksploatowane to najczystsze. Sprawdza się czasem powiedzenie, że jak  kogoś na coś nie stać, to nie powinien kupować byle czego. Oj, tak. Będzie zatem Tikkurila jak nic.  Tak więc wakacje zapowiadają się całkiem pracowicie :)
 


sobota, 10 czerwca 2017

Zielono mi

Kilka lat temu nie mogłam się doczekać
aż urosną te maleństwa, które tak zachłannie kupowałam i sadziłam. Tyle pieniędzy wydawałam na roślinki, że aż głowa boli.
W tym roku zastanawiam się, gdzie ja miałam głowę sadząc je tak blisko siebie.
Zrobił się prawdziwy busz.
I kolejna robota- trzeba teraz logistycznie pomyśleć i porozsadzać co nieco.
Fajnie, że na zdjęciach nie widać chwastów w trawniku i rabatach.
Bardzo lubię foty mojego ogródka. Jest tak, jak być powinno. Chociaż na nich ;)
 
 

 


niedziela, 4 czerwca 2017

Przeleciało...

Ostatnich kilka miesięcy przeleciało w oka mgnieniu.
Trochę się działo, ale lepiej nie wspominać zwłaszcza tych stresujących sytuacji.
Generalnie cieszy mnie każda chwila i każdy dzień i...
niech tak zostanie ;)
Migawki z zimy i  przedwiośnia 2017 wyglądają tak
 
Byłam Mikołajem w szkolnym przedstawieniu ;)
 
Zimowe wieczory- mroźne ale przyjemne :)
 
Wegańskie trufle z daktyli to jest coś, co skradło moje serce
 
Postanowiłam kontrolować wydatki, skrupulatnie prowadzić domowa księgowość, ale średnio mi to wychodzi ;)
 
Zimowe tulipany- piękne prawda?
 
Popularny gest- prześladuje mnie w domu i w pracy
 
Jusia ze złamaną rączką :(


poniedziałek, 19 grudnia 2016

Pierniczki alpejskie

 
 
Jak co roku o tej porze- pierniczymy.
Dałam się podejść dziewczynom i zrobiłam ciasto z poczwórnej porcji. Nie mam pojęcia, kto to wszystko zje.
Przepis jak co roku ze strony kwestiasmaku.com a dokładniej STĄD
Wigilia,już chyba tradycyjnie, będzie u nas. Odliczam dni. Choinka zakupiona, stoi na tarasie i czeka na wniesienie. Bigosik postny gotowy, rzeczone pierniczki również. Od mamy dostałam zawekowane słoiczki z kapustą z grzybami. Będzie akurat do łazanek. Zakwas z buraków nastawiony, okna mąż mi pomył i tak oto truchcikiem bieżymy ku Wigilii.
W tym roku nie będzie Babci. Przy stole nie będzie ani Jej, ani teścia ani teściowej. Kurczy się ten mój świat bezlitośnie...


czwartek, 27 października 2016

Chcecie pasztet?

Czasami człowiek wpada na pomysł i okazuje się on być "dychą".
Tak było wczoraj. Upiekłam dynię do obiadowej zapiekanki, a ponieważ zostało mi jej trochę postanowiłam zrobić pasztet.
Fajny wyszedł. Lekko słodki i w ogóle- co będę opowiadać. Oryginalny, przepyszny.
Robi się szybko ( pomijając obieranie i krojenie dyni, bo z tym jest jednak trochę zachodu).
 
 
Pasztet z dyni:
- dynię obrać, pokroić, posypać solą, odrobiną curry, tymiankiem; upiec( 180- 200 st. około 30 minut)
- ugotować trochę czerwonej soczewicy
- zeszklić na oleju kokosowym cebulkę z czosnkiem, wrzucić startą marchewkę, podsmażyć, dodać trochę wody, poddusić pod przykryciem do miękkości
- zblendować dynię z soczewicą ( u mnie więcej dyni niż soczewicy, proporcje dobrać sobie indywidualnie), wrzucić i zblendować z tą masą zawartość patelni, doprawić do smaku solą, pieprzem, kto lubi to jeszcze curry.
Włożyć do wyparzonego słoiczka a jak wystygnie- do lodówki. I to tyle.
 
Jesień nastała na dobre. Cierpię na deficyt słońca, ratuję się witaminą D, herbatkami imbirowo- cynamonowymi i spacerami. I schudnąć bym chciała, bo ciężko człowiekowi udawać motylka z tymi zapasami na tyłku które ma.
Tymczasem myślę, co tu na obiad dziś wykombinować, bo Młodsza wczoraj z fochem rzuciła, że chciałaby w końcu zjeść coś " normalnego, jak w innych domach, a nie tylko to vege i fit".
Ugotuję  małpie chyba makaronu z sosiskiem. I kotlecisko utłukę. Niech wcina.
O, a taka jesień w weekend w pobliskim arboretum była.
 
 
 


poniedziałek, 22 sierpnia 2016

"Coś mu mówiło, że coś się kończy. Nie świat. Tylko lato. Będą jeszcze inne lata, ale nie będzie już takiego jak to. Już nigdy."
T.Pratchett
Dla kogoś skończyło się nie tylko lato, ale cały świat. Przerażona próbuję wyobrazić sobie, jak Ona się teraz czuje. Moja koleżanka z pracy, która w to lato straciła w tragicznym wypadku córkę.
Jak można dalej żyć po takiej tragedii?
Jak spojrzeć w twarz matce, która straciła dziecko?