Translate

piątek, 31 października 2014

Kuchnia w nowej odsłonie

Impuls i szybka metamorfoza kuchennego okna.
A efekt.... poniżej

 
 
 
  
I salonowo- kuchenno- okienna odsłona
 
 

 
 
 
 
 


środa, 29 października 2014

Feministycznym okiem. Mój dzień wolny.

W środy nie jeżdżę do pracy. Znaczy- mam "dzień wolny" jak to się zwykło mawiać potocznie.
No właśnie.
Właśnie dochodzi 9.00 (a.m ! ;) ) a ja mam za sobą:
* upichcenie pierwszego śniadania dla mych pociech ( tak zwanego " zdrowego", gdyż trwa u nas wojna wypowiedziana słodkim płatkom produkcji masowej).
Były to jabłka prażone, z płatkami owsianymi, przyprawami ( cukier brązowy- w śladowej ilości, kardamon, cynamon, goździk ), kleksem z jogurtu greckiego, ozdobione borówką .
 
 
* wyprawienie dwóch zaspanych lwic do szkoły ( co jest nie lada wyzwaniem, zważywszy na to, że młodsze dziecię jest totalnym śpiochem a nastolatka posiada na wyposażeniu pokoju ogroomną szafę z wieeelkim lustrem ).
* posegregowanie prania na dwie partie i wrzucenie jednej z nich do pralki
* "nastawienie" krupniku ( tylko mężczyzna mógłby ująć jednym słowem czynności mycia mięsa i warzyw, obierania, krojenia, mieszania, doprawiania etc .) ;)
A to dopiero 9.00 . A.M.
;)
Przede mną jeszcze:
powieszenie prania, wrzucenie i powieszenie następnego. Schowanie prania z dnia poprzedniego. Ugotowanie drugiego dania. Oraz sałatki dla nastolatki pozostającej w szkole dłużej niż młodsza ( lecę po młodszą, rzucam w starszą sałatką, wracam z młodsza do domu). Sałatka musi być, gdyż dbanie o cerę i figurę w tym wieku jest niezbędne. To słowa nastolatki.
No tak, mamusi wszak i tak już nic nie pomoże. To mamusia z czystym sumieniem wciągnie ten krupnik z ziemniakami i kaszą, a co!
I jeszcze odkurzanie, mycie podłóg, "obsługa zmywarki" ( znów lapidarne określenie szeregu czynności ;) ) i mycie okien.
Bo poczułam w sobie nieodpartą chęć zmian ( inspiracja OD ANI  ).
Ach, jeszcze spacer z psem ( dziś to będzie akcja pod kryptonimem " gałęzie"- w razie draki z leśniczym zrzucę winę na psa ;) ) .
I to by były pokrótce moje plany na "wolny dzień". O lekcjach z dziećmi  i tym podobnych już nie wspominam.
A wieczorem, po takim dniu, kiedy czołgam się w kierunku laptopa słyszę od mężczyzny mojego życia: " To może ja bym sobie posurfował, przecież Ty miałaś cały dzień wolny".
Yyy.
Kończę zatem .Żeby nie było, że opóźniam robotę, to skorzystałam z przerwy na drugie śniadanie. Właściwie na moje pierwsze. Znaczy na kawę.
 Pora wrzucić ziemniaczki do krupniczka a i pralka zdaje się zakończyła już swój seans.
Ech...
Miłego dnia. Kto jest w pracy, niech odpoczywa :)
 
 
 


poniedziałek, 27 października 2014

Wystrój okien, zmora moja...

Pisałam już kiedyś TU o tym, że wystrój okien spędzał mi zawsze sen z powiek.
Jest to ciężki temat, z uwagi na to, że właściwie w tej kwestii  od zawsze tkwię w stanie "zawieszenia" i tymczasowości.
Były gołe okna. Zbyt ascetycznie.
Były woale. Tiule.
Fatalne do prasowania i łapiące kurz. Ponadto w domu dwóch nieletnich alergików nie pożądane kompletnie  Dodatkowo minusem dla mnie było ich żmudne prasowanie ( wysokość firan 2, 70 metra oznaczała olbrzymie zwoje "welonu" na podłodze podczas tej czynności. )
Marzeniem moim jest coś na kształt rolet rzymskich.
A może by coś w tym stylu?
 
( źródło- bliżej nieokreślone miejsce w sieci ;) )
 
Póki co  jest tak. Pora na zmiany... mam nadzieję wkrótce...
 
 
 
 


piątek, 24 października 2014

Zupa z dyni

Bogactwo jesiennych warzyw zachęca do kulinarnych ekscesów.
Przebojem z minionego sezonu jest u mnie
zupa z dyni.
Jest przebojem dzięki curry, za sprawą której cała familia zgodnie okrzyknęła zupę
mistrzostwem świata.
Jak ją zrobić? Proszę bardzo:
Dynię umyć, obrać, pokroić w kostkę,posolić i upiec na blasze (papierze ) ok. 20- 30 minut w 180 *.
W garnku ugotować wywar z : marchewek, pietruszki, cebuli, ziemniaka.
Dodać upieczone kawałki dyni. Wrzucić też sparzone i obrane pomidory (2-3). Chwilę pogotować, zblendować. Doprawić solą, wyciśniętym czosnkiem, pieprzem i CURRY. Dodać łyżeczkę masła.
Podawać udekorowaną na talerzu natka pietruszki i kleksem z jogurtu naturalnego.
Ja jeszcze posypuję groszkiem ptysiowym, ale nie trzeba ;)
SMACZNEGO

 



sobota, 18 października 2014

Drożdżówkowo

Jestem z siebie dumna :)
Popełniłam pierwsze w życiu drożdżówki. Są ze śliwkami, mąką orkiszową i brązowym cukrem.
Wyszły taaakie dobre, że strach się bać . O wymiary swoje ;)
Na szczęście pomocnicy stanęli na wysokości zadania i dwie zostały rozpracowane jeszcze na ciepło.
Resztę muszę schować na jutro.
 


piątek, 17 października 2014

Nie umiem szyć

Szyć to ja nie umiem...
W tym momencie teoria o jabłku spadającym nieopodal jabłoni się nie potwierdza.
Albowiem moja mama jest osobą manualnie utalentowaną jak mało kto:
na drutach wyczarowuje cuda, nie ma także rzeczy, której uszyć by nie dała rady.
Począwszy od drobiazgów, po prawdziwe majstersztyki.
I tu mogę powiedzieć, że mam szczęście :) Jako, żem  córką swojej mamy :)
O cokolwiek poproszę, niczym Dobra Wróżka spełnia moje marzenia.
Jak to w życiu bywa w budżecie domowym u mnie niekiedy przeciąg, że ho ho ...
I w takich momentach mama poradzi jak nikt.
Ostatnio upolowałam z ciuchlandzie materiał.
W sam raz na sielską dekorację do Julkowego pokoju.
Dobra Wróżka wyczarowała z niego lambrekiny i poduszki.
Dziecię me zadowolone. I ja również. I mama.
Dziękuję Ci Kochana :)
 
 
 
 

 
 
 
 


niedziela, 5 października 2014

Kolorami jesień się zaczyna....

Jesień to pora roku, którą zdecydowanie lubię najbardziej.
Nie tylko za wszechobecne ulubione kolory: żółcie, czerwienie i brązy.
I za ciepłe słońce.
Jesień zamyka za sobą drzwi gorącego lata. I zwiastuje nadejście "czasu rodzinnego"- gdzie wszyscy będziemy blisko siebie, przy kominku, przy herbatce zajadać pachnące cynamonem jabłeczniki :)
Trzeba tylko pobuszować po necie w poszukiwaniu jabłecznikowych hitów typu light - o ile coś takiego w ogóle istnieje ;)
Dziś Apple Crumble,czyli plasterki jabłek pod  kruszonką.
Mniams