Translate

środa, 29 października 2014

Feministycznym okiem. Mój dzień wolny.

W środy nie jeżdżę do pracy. Znaczy- mam "dzień wolny" jak to się zwykło mawiać potocznie.
No właśnie.
Właśnie dochodzi 9.00 (a.m ! ;) ) a ja mam za sobą:
* upichcenie pierwszego śniadania dla mych pociech ( tak zwanego " zdrowego", gdyż trwa u nas wojna wypowiedziana słodkim płatkom produkcji masowej).
Były to jabłka prażone, z płatkami owsianymi, przyprawami ( cukier brązowy- w śladowej ilości, kardamon, cynamon, goździk ), kleksem z jogurtu greckiego, ozdobione borówką .
 
 
* wyprawienie dwóch zaspanych lwic do szkoły ( co jest nie lada wyzwaniem, zważywszy na to, że młodsze dziecię jest totalnym śpiochem a nastolatka posiada na wyposażeniu pokoju ogroomną szafę z wieeelkim lustrem ).
* posegregowanie prania na dwie partie i wrzucenie jednej z nich do pralki
* "nastawienie" krupniku ( tylko mężczyzna mógłby ująć jednym słowem czynności mycia mięsa i warzyw, obierania, krojenia, mieszania, doprawiania etc .) ;)
A to dopiero 9.00 . A.M.
;)
Przede mną jeszcze:
powieszenie prania, wrzucenie i powieszenie następnego. Schowanie prania z dnia poprzedniego. Ugotowanie drugiego dania. Oraz sałatki dla nastolatki pozostającej w szkole dłużej niż młodsza ( lecę po młodszą, rzucam w starszą sałatką, wracam z młodsza do domu). Sałatka musi być, gdyż dbanie o cerę i figurę w tym wieku jest niezbędne. To słowa nastolatki.
No tak, mamusi wszak i tak już nic nie pomoże. To mamusia z czystym sumieniem wciągnie ten krupnik z ziemniakami i kaszą, a co!
I jeszcze odkurzanie, mycie podłóg, "obsługa zmywarki" ( znów lapidarne określenie szeregu czynności ;) ) i mycie okien.
Bo poczułam w sobie nieodpartą chęć zmian ( inspiracja OD ANI  ).
Ach, jeszcze spacer z psem ( dziś to będzie akcja pod kryptonimem " gałęzie"- w razie draki z leśniczym zrzucę winę na psa ;) ) .
I to by były pokrótce moje plany na "wolny dzień". O lekcjach z dziećmi  i tym podobnych już nie wspominam.
A wieczorem, po takim dniu, kiedy czołgam się w kierunku laptopa słyszę od mężczyzny mojego życia: " To może ja bym sobie posurfował, przecież Ty miałaś cały dzień wolny".
Yyy.
Kończę zatem .Żeby nie było, że opóźniam robotę, to skorzystałam z przerwy na drugie śniadanie. Właściwie na moje pierwsze. Znaczy na kawę.
 Pora wrzucić ziemniaczki do krupniczka a i pralka zdaje się zakończyła już swój seans.
Ech...
Miłego dnia. Kto jest w pracy, niech odpoczywa :)
 
 
 


3 komentarze:

  1. No właśnie.
    Zupełnie bez podtekstu - jak ja bym chciała być facetem choć przez jeden dzień:) Czasem mam wrażenie, że nawet, gdy siedzę, mam zadyszkę... Myślami jestem już pojutrze. Pięć rzeczy robię naraz. I też kiedyś słyszałam, jak koleżanka opowiadała o swoim mężu, który twierdzi, że przecież pralka sama pierze, a zmywarka sama myje. Więc o co nam chodzi?:)
    Wierzę, że po takim dniu wolnym z przyjemnością pójdziesz do pracy, odpocząć:)
    pozdrowienia Pracusiu:)
    PS. Trochę czuję się "winna" przez te okna...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję :)
    Nie czuj się, nie czuj- dzięki Tobie moje okna lśnią :)

    OdpowiedzUsuń