Translate

poniedziałek, 3 listopada 2014

Prywatność w sieci

Uczestniczyłam ostatnio w dyskusji na temat blogowania.
Wśród ulubionych blogów mam jeden, którego śledzę od dawien dawna.
Z przyjemnością  do niego zaglądałam przy porannej kawce lub wieczornej herbatce. Przeczytałam od deski do deski. Miałam tam swoje ulubione teksty, do których, bywało, że wracałam wielokrotnie.
Czasami komentowałam, czasami nie.
Lubiłam go bardzo, bo czułam się tam jak w domu u kogoś bliskiego.
Na moich oczach blog ów zyskiwał ogromną popularność. Sama polecałam go swoim znajomym.
 Chciało by się rzec, że poniekąd mogę mieć pretensje też sama do siebie.
O tą popularność. O ten ( chyba) zawrót głowy autorki. A z pewnością o to, że nie znajduję już tam tego dawnego klimatu.
Sama autorka przyznaje wprost, że pisze "pod publikę". Zbiera i analizuje informacje, o czym czytelnicy chcieliby przeczytać w kolejnym tekście. Twierdzi, że nie ma powrotu do przeszłości, do dawnego "ja", bo stała się osoba publiczną.
I tak oto refleksja moja. Na ile można się obnażyć w swojej blogowej przestrzeni? Żeby żyć w zgodzie z samą sobą, swoimi bliskimi i- nie ukrywajmy- z czytelnikami.
Gdyby przypadkiem przeczytała ten post któraś z moich kolejnych ulubienic to, bardzo proszę, zatrzymajcie się na chwilkę, pomyślcie o tym. Nie rozpalajcie w serach swoich czytelników iskry, by ją potem beztrosko zdmuchnąć.
Miłego dnia!
 


6 komentarzy:

  1. Masz rację. Sama łapię się nieraz na tym, że robię zdjęcia z myślą o blogu. Z pisaniem trzeba bardzo uważać, na początku blogowania, gdy wiedziałam, że moje słowa przeczytają dwie, trzy osoby, pisałam swobodniej. Teraz - raz wyjdzie mi lepiej, raz gorzej. Dlatego ten mój blog taki chaotyczny, ale w sumie O sobie dla mnie, więc...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ właśnie o to chodzi, żeby nie było pod linijkę. Żeby było prawdziwie, autentycznie, spontanicznie. Domowo.
      Ja zaczynałam z myślą, że będzie to dziennik. Ale przesadziłam w ostrożności bo wyszedł raczej pamiętnik a'la kartka z kalendarza ;)
      No, ale zawsze to mniej to kasowania w razie czego ;)
      U innych szukam tej unikatowej dla każdego atmosfery. Trudno to nawet nazwać. Takiej aury bezpieczeństwa. Pięknych zdjęć, mądrych słów. Dobroci.
      Bardzo lubię ten Twój , jak to nazwałaś , "chaos" :)

      Usuń
  2. Już kolejny raz wracam do tego, co tutaj napisałaś i myślę... jest coś w tym co napisałaś. Ja to odbieram w ten sposób, że lubię jakiś blog (a mam kilka perełek) nawet bardzo lubię, jest przeczytany, wyczytany od a do z, lubię tam przychodzić, zastawiam ślad po sobie...a z czasem okazuje się, że jestem obojętna autorce, że to ja wychodzę (z sercem na dłoni) a może wchodzę? wpycham się, a nie powinnam...No nie wiem, już kilka blogów sobie "odpuściłam", co prawda, jeszcze obserwuję, jeszcze zaglądam, ale moje serce zostaje "za drzwiami", serdeczności, ania
    Ps. a może nasze oczekiwania są zbyt wielkie??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. H anko, ja nie wiem, czy oczekiwania... Bardziej mi chodziło o taką metamorfozę, ale w nie najlepszym tego słowa znaczeniu. Takim zachłyśnięciu się "publiką", ilością fanów, poddaniu komercji...
      Myślę, że nie zrobię faux pas jeśli podlinkuję stronę z rzeczoną dyskusją. Wszak i tak jest to publiczny fanpage.
      https://www.facebook.com/matkatylkojedna/posts/863345640356045

      Usuń
    2. Byłam, poczytałam, nie moje to klimaty, takie blogi omijam z daleka, choć trafiam tam i podoba mi się, z czasem okazuje się, że nie to nie to - to tam właśnie "serce zostaje za drzwiami" Ja chcę być gościem na blogu, wejść do czyjegoś ciepłego domu, tego oczekuję, nie mądrych spraw, porad (choć często są przydatne fajne porady jak coś upichcić - za życiowe porady dziękuję), popisów - od tego się dystansuję. Serdeczności, ania.

      Usuń
  3. Gi, zastanawiam się nad tym, o czym piszesz...Rzeczonego bloga nie znam...ale znam takie których bieg potoczył się podobnie...
    Moje miejsce w sieci miało być takim skrawkiem naszej rzeczywistości, dokumentacją pasji i uniesień...Bardzo cenie swoich Czytelników i nie ukrywam , miewam wyzuty sumienie że nie zawsze wpadam z rewizytą, nie zawsze zostawię komentarz.
    Niestety obok bloga toczy się normalne życie i nie chciałbym żeby stał się on kolejnym obowiązkiem....Idealnie nie jest ale to nasz świat taki niedoskonały ;))))

    OdpowiedzUsuń