Translate

środa, 26 listopada 2014

Odrobina śniegu...

... na języku.
 
Szaleję ostatnio.
Zmieniam sposób patrzenia na świat, na codzienność i na wiele, wiele spraw.
Rewolucja dotknęła i kieszeni i talerzy. Cały dom i wszystkich domowników :)
Zainspirowały mnie dziewczyny z blogów, w których żyje się blisko natury. W zgodzie z nią. Symbiotycznie.
Tak zwanemu stylowi konsumpcyjnemu mówią stop. Nie wyrzucają jedzenia, planują wydatki.
Przemawia to do mnie.
Znalazłam morze inspiracji i mądrych porad.
Czytałam, czytałam i nie wiadomo kiedy spodobał mi się ten naturalistyczny styl życia.
Kiedy dziewczynki były małe dokładnie tak żyłam. Zmagaliśmy się z atopowym zapaleniem skóry, nietolerancją pokarmową, alergiami pokarmowymi, skórnymi, wziewnymi.
Wszystko szkodziło, nawet powietrze. I woda z kranu. Nie żartuję.
Gotowałam bezglutenowo, zdrowo, koszernie wręcz. Unikałam konserwantów , wszystkich tych śmiecio i śmiercionośnych dodatków.
Do tej pory, choć większość problemów została za nami, pozostał mi nawyk czytania etykiet na opakowaniach kupowanych produktów i unikania co większego "zła".
Zysków było wiele. Od tych najbardziej oczekiwanych ( złagodzenie czy eliminacja skutków alergii) po te mniej oczywiste, ale miło zaskakujące (np. brak ubytków w zębach).
Wszystko ładnie, ale był jeden minus tego trybu życia. 
To nie był mój wybór.
To był przymus.
 A skoro nie miałam wyboru, więc nie miałam tez radości. Wiem, ze to dziecinne i dziś inaczej już na to patrzę, ale jako młoda ( no, dobrze, nie młoda ale świeżo upieczona) matka nie wiedziałam tego, co wiem dziś.
Tak więc niejako odradzam się powtórnie. I teraz, z pełną świadomością zysków, wybieram życie pro natura.

Dzisiaj na kolację będą naleśniki jaglane z nadzieniem z warzyw i soczewicy.
Na podwieczorek zrobiłam... budyń domowy ( nie z torebki), z prawdziwym kakao, odrobiną brązowego cukru,  z owocami goi i śliwkowymi powidłami (także domowymi). Zapach... obłędny .
A przybranie ... zimowe.
Czekamy już na śnieg ( ja trochę mniej niż pozostali domownicy, bo odkąd zamieszkaliśmy na wsi bardzo się boję, że mogę nie dojechać gdzieś na czas utykając w hipotetycznych zaspach)

 
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz