Dziewięć dni temu podjęłam decyzję życia.
Zaczynam biegać.
Codziennie. Lub chociaż co drugi dzień. Od 45 minut do godziny.
Jestem z siebie niezmiernie dumna, ponieważ nigdy nie byłam typem sportowca.
A bieganie szczególnie było tą dyscypliną, w której absolutnie się nie widziałam.
Jednak od dziewięciu dni, każdego poranka zakładam buty, biorę psicę i biegnę.
Początkowo był to marszo- bieg, z przewagą marszu.
Każdego dnia jestem w stanie przebiec coraz dłuższy odcinek bez zadyszki i stawania. I każdego dnia coraz bardziej odnajduję przyjemność w pokonywaniu własnych ułomności.
Ważę się również namiętnie, choć póki co nie mam na koncie spektakularnych efektów. Ale cierpliwie czekam. Co ja mówię! Nie czekam! Działam. W końcu działam nie obiecując sobie, że
" od jutra"...
Dzisiaj pokonałam dystans 6, 67 km w 54minuty spalając 613 kcal ( jak podaje endomondo) uczciwie przyznając, iż "biegu" było" tak na oko co najmniej 4,5- 5 kilometrów.
Sama nie mogę w to uwierzyć.
Wracam mokra jak nie wiem co, ale szczęśliwa i pełna zapału oczekując kolejnego poranka.
Okazało się, że w czterdziestej wiośnie mojego życia odnalazłam się na nowo :)
Po ogródku też biegam.... w poszukiwaniu kwiatków i kwiatuszków.
Czyż życie nie jest piękne?





Aktualnie nie mogę biegać z powodu problemów ze zdrowiem, ale wielokrotnie podejmowałam próby :) Niestety mój zapał słomiany rozbłyskał jak meteor i równie szybko gasł - najgorzej dopilnować systematycznego biegania, które nie kończy się po miesiącu zmagań.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę powodzenia :)
Dokładnie tak jak mówisz- najbardziej boję się, że jak przysiądę, to już nie wstanę .... Słomiany Zapał to moje schizofreniczne "ja" ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Kochana, ja też jestem z Ciebie dumna jak nie wiem i zazdroszczę i podziwiam i chcę naśladować!
OdpowiedzUsuńIdę dziś.
To znaczy biegnę:)
Jak fajnie! Motywujmy się wzajemnie, oł jea ;)
OdpowiedzUsuńMnie bardzo pomaga "endomondo" i słuchawki na uszach z muzyką- bez tego ciężej się biegnie ;)
Buziaki!
Brawo! Po takiej dawce ruchu człowiek nawet jeśli jest zmęczony to nabiera energii do życia:) Ja niestety nie biegam bo po kilku minutach mam wrażenie, że płuca wypluję, ale namiętnie jeżdżę na rowerze. Zastrzyk energii podobny ;)
OdpowiedzUsuńA wiesz, że jest akcja endomodo "Biegasz dla siebie, pobiegnij dla innych"? Zliczane są kilometry i jak wszyscy biegający zrobią do końca maja 10 mln km to 100 tys. zł zostanie przekazanych dla chorych na mukowiscydozę :) Pozdrawiam!
Wiem Kochana, przyłączyłam się. Wkładam tam systematycznie od magicznych dziewięciu dni po swojej cegiełce- jak dotad 52,2 :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Wow :) podziwiam.. kiedyś też zacznę biegać, tylko jeszcze nie wiem kiedy :) miałam zacząć jak śnieg stopnieje..
OdpowiedzUsuńp.s. fajne zdjęcia!
Tak trzymaj! Pozdrawiam
To nie lada wyzwania się podjęłaś:)) gratuluję i.. podziwiam :))
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńDlaczego Twój komentarz został usunięty? :(
UsuńWiem, że przeżywasz trudne chwile, ale pomyślałam, że tym bardziej muszę zapytać czy biegasz nadal. Mam nadzieję, że tak, że dajesz radę.. Ściskam :*
OdpowiedzUsuńJaga Buniu, biegam. Codziennie dodaję cegiełkę od siebie, bardzo motywuje mnie druga fraza hasła " Biegasz dla siebie, pobiegnij dla innych. Zrobiłam już przeszło 212 km. Dziękuję za dobre słowo! Buziaki :*
OdpowiedzUsuńWow! 212 km robi wrażenie, szczęka mi opadła do samej ziemi! Trzymaj tak dalej :)
OdpowiedzUsuńDziennie to zaledwie 5- 7 km, ale cieszę się, że dostrzegasz istotę - dla sportowca- kanapowca jakim byłam do tej pory to naprawdę "wow" osiągnięcie :)))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i dziękuję za dodatkową motywację!