"Choć, pomaluj mój świat..."
Pojechałam do sklepu po ziemię dla iglaków. Tknięta impulsem ( znów to samo...wrrr...nigdy się tego nie pozbędę) skręciłam w alejkę z farbami i... do domu oprócz ziemi przytargałam farbę, wałek, taśmy malarskie i takie tam...
I przemalowałam pierwotną jarzębinę na chłodną popiel. Moim zdaniem jest lepiej.
EM wrócił z pracy a tu...tadam!...niespodzianka.
Choć zapewne - jego zdaniem- wskazany w tym miejscu byłby cudzysłów.
A na ściance nad TV marzy mi się galeria zdjęć, obrazków, ramek.... To będzie numero uno w najbliższym czasie :)

Zazdroszczę i nieustająco podziwiam, za umiejętność łapania za pędzel i farbę, ja tego nie mam;))każda zmiana to obowiązkowo fachowiec...
OdpowiedzUsuńSuper zmiana :-) Mój małż też potrzebuje czasu, żeby oswoić się z "niespodziankami" :-)
OdpowiedzUsuń